Pamiętając o Milesie Davisie w dniu jego urodzin

26 maja 1926 roku na świat przyszedł jeden z najbardziej ikonicznych muzyków wszech czasów: Miles Davis. Urodzony przez czarnoskórych rodziców z klasy średniej, Davis z chłopca stał się dorosłym w najcięższych dla narodu czasach, a jego muzyka pomogła wyczerpanemu powojennemu krajowi odzyskać nadzieję. Innowacje Milesa Davisa spowodowały sejsmiczne zmiany w świecie muzyki, jako że trendy takie jak Bebop, Cool, Hard Bop, Blue i Fusion zrodziły się z jego potrzeby poszukiwania czegoś ponad to, co słyszał wokół siebie. Davis regularnie przekraczał swoje własne granice, nieustraszenie poszukując następnej fali. Niestety, bliższe spojrzenie na jego życie ujawnia, że prawdopodobnie szukał wszystkiego, co mógł kontrolować pośród uciekającego życia.

Davis nie był jednym z tych, którzy naginali swoje nuty, utrzymując wibrato na minimalnym poziomie przez większość swojej kariery. Jego gra była tak porywająca, ponieważ była tak szczera. Widziałeś bezpośrednio w niego. Surowość, energia mistrzowsko powstrzymywana w krótkich, staccato lotach fantazji utrzymywała uwagę społeczności jazzowej przez dekady.

Miles Davis zaczął grać na żywo podczas II wojny światowej, kiedy był jeszcze w szkole średniej. Choć sam miał zyskać wielu oddanych fanów, był idolem Charliego Parkera, a jesienią 1944 roku udało mu się w końcu zorganizować jam session z nim i kilkoma ojcami założycielami ruchu Bebop. Nastawienie na uptempo, piosenki o słonecznym niebie wywołały ogólnonarodowe poruszenie, a wiele gwiazd zostało wyklutych. Nie chcąc spocząć na laurach za stworzenie całej fali muzycznego stylu, wkrótce przyczynił się do narodzin cool jazzu. Dźwięk cool jazzu był eksperymentem mającym na celu uczynienie z muzyki własnego głosu, z naciskiem na organiczne i płynące rytmy, nawet w solówkach.

Davis wyjechał za granicę na początku lat 50. Podczas gdy w Ameryce borykał się z instytucjonalnym rasizmem, we Francji uznał się za uznanego geniusza i był odpowiednio traktowany. Miał romans z samym krajem, który zakończył się tragicznie, gdy wrócił do Nowego Jorku i popadł w uzależnienie od heroiny. Legenda głosi, że zamknął się w sobie na długi czas, przechodząc bolesne i długotrwałe odstawienie narkotyków. To zadziwiające albo tragiczne, że przez cały ten czas nadal występował. Straciwszy głos po operacji, zyskał zgrzytliwy ton, który w połączeniu z jego przejmującą grą tworzył atmosferę innego świata. W swoich muzycznych podróżach po świecie, zakochał się w modalnych formach struktury utworów, opierając długie pasaże muzyczne na długich utrzymujących się nutach i tonach, a także rozszerzył swoje swobodne solówki na całkowicie improwizowane utwory, zabierając ze sobą cały zespół na przejażdżkę.

Miles Davis był rzadkim graczem pod każdym względem. Muzyk, który przykuwał uwagę publiczności. Choć krytycy uznali, że zasłużył na uznanie współczesnych, gracze, którzy pojawili się na scenie razem z nim, to parada nazwisk wyrytych w ścianach historii jazzu. Wspomniany Charlie Parker, John Coltrane, Gil Evans, Herbie Hancock, Wayne Shorter, Thelonius Monk, Sonny Rollins, Art Taylor, Julian „Cannonball” Adderley, Bill Evans, Bennie Maupin, John McLaughlin, by wymienić tylko kilku. Był równie biegły w rekrutowaniu istniejących znakomitości, jak i w odkrywaniu diamentów w surowym stanie. Jego gra nie tylko podnosiła tych wokół nich, ale inspirowała ich do grania ponad siebie.

W 1959 roku Miles Davis wydał najlepiej sprzedający się album jazzowy wszech czasów, Kind Of Blue, z pianistą Billem Evansem, perkusistą Jimmym Cobbem, basistą Paulem Chambersem oraz saksofonistami Johnem Coltrane’em i Julianem „Cannonballem” Adderleyem uzupełniającymi jego zespół. Stosując zaadaptowane przez siebie techniki modalne, kompozycje zostały z grubsza nakreślone, a każdy z muzyków otrzymał zakres tonów i skal, w których mógł swobodnie solować. Wybór muzyków był inspirujący, gdyż każdy z nich sprostał pokładanemu w nich zaufaniu. Pięć utworów, które złożyły się na dwie strony albumu, „So What”, „Freddie Freeloader”, „Blue In Green”, „All Blues” i „Flamenco Sketches”, było czymś w rodzaju kulminacji wszystkiego, w czym Davis miał do tej pory do czynienia, a świeżość brzmienia, biegłość instrumentalistów i zwykła szczerość głosu sprawiły, że album wykraczał poza kwestie rasy, gustu i pozycji społecznej. To była sztuka, i to dla wszystkich. W 2009 roku Kongres wydał prawdopodobnie najbardziej niepotrzebną, choć całkowicie zasłużoną deklarację, ogłaszając album skarbem narodowym.

„So What”

Jak lata 60-te doprowadziły do eksplozji psychodelii i funku w odpowiedzi na narodowe niepokoje związane z utrzymującymi się napięciami rasowymi i długo trwającą wojną w Wietnamie, Davis znalazł swoją uwagę wędrującą po raz kolejny. Stworzył zespół złożony z instrumentów akustycznych i prowadził grupę funkową, która produkowała ambitny, gęsty funk z kompozycjami przepełnionymi jammowymi zwrotami i wolną formą soulu. Grał na festiwalach rockowych i znalazł gotową publiczność, chętną na coś, co rozciągnie granice, które zdefiniowały zespoły takie jak Parliament-Funkadelic i Sly & The Family Stone. Jego twórczość z tego okresu stała się znana jako „Space Music”, z którą to etykietką nie walczył. Jak zawsze używał swojej muzyki do wyrażania emocji i jak zawsze pozostawiał uczucie wściekłości i porzucenia, które odbijało się echem w umysłach słuchaczy długo po tym, jak wybrzmiały ostatnie nuty.

W latach siedemdziesiątych doskonalił swoje połączenie rocka i jazzu, wydając albumy takie jak Dark Magus, Agharta i Pangaea, które wyrwały się z ograniczeń studia. Z kompozycjami zarówno rockowymi, jak i jazzowymi, trio służyło jako muzyczny kamień z Rosetty, tajny kod do nowego języka, który Davis tworzył na bieżąco. Publiczność była podzielona, jedni od razu dali się porwać sonicznemu wirowi, podczas gdy dla innych agresywne zmiany tonacji i karkołomne tempa, czasami graniczące z atonalnością, były zbyt trudne do zniesienia. Choć jego muzyka zrywała więzy, jego umysł był powoli zamykany, jako że borykał się z pogarszającym się stanem psychicznym i dewolucją do niemal pustelni, gdy nie był na scenie.

Jego twórczość w latach osiemdziesiątych przybrała bardziej powierzchowny obrót, jako że jego własne lata wyniszczonego życia zebrały swoje żniwo. Jego nowszy materiał nie zadowolił nowej publiczności, a on sam, prawdziwy obrazoburca do końca, odrzucił powtarzające się, podobno ogromne, oferty ponownego wydania swojego starszego katalogu. Pozostał wierny swojemu przekonaniu, że jako artysta powinien zawsze poszukiwać, nawet jeśli jego kroki prowadziły go ścieżką, którą nikt nie chciał podążać.

Ważność Milesa Davisa wykraczała poza gatunek. Napisał śpiewnik, który dorównuje każdemu, kto kiedykolwiek żył, i grał na swoim instrumencie z elokwencją rzadko spotykaną poza wartością. Pośmiertnie został przyjęty do Rock And Roll Hall Of Fame, a ze względu na jego wpływ na sam język muzyki improwizowanej, był to honor w pełni zasłużony. Lista muzyków, którzy z łatwością powiedzieliby, jak wielki wpływ wywarło na nich brzmienie Milesa, jest prawdopodobnie dłuższa niż ilość słów w każdej kolumnie i notce zamieszczonej na tej stronie.

Smutne opowieści o uzależnieniu i trudnościach psychicznych, przez które przeszedł walcząc z nimi, są często i o wiele lepiej opowiedziane, niż mógłbym to zrobić tutaj. Był fenomenem na skalę światową. Był ambasadorem dźwięku, opowiadającym historie o gniewie i udręce, nadziei i radości głosem tak wyjątkowym, że nie sposób było go pomylić. Choć przesadą byłoby twierdzenie, że każdy fan muzyki improwizowanej, eksplorowanej przez zespoły takie jak Grateful Dead, Allman Brothers czy Phish, powinien zagłębić się w twórczość Milesa Davisa, to z pewnością prawdą jest, że na muzykę, którą kochają, miała wpływ twórczość tego człowieka.

Aby uczcić życie tego wielkiego człowieka, usiądźcie wygodnie i pozwólcie, by muzyka z poniższego wideo, „Around The Midnight”, obmyła was. Będziecie zadowoleni, że to zrobiliście.

„Around The Midnight”

Dodaj komentarz