Ranking kolegów z drużyny Michaela Jordana: 23 najlepszych graczy, którzy kiedykolwiek grali u boku nr 23

Wbrew protestom jego najbardziej zagorzałych zwolenników, Michael Jordan w rzeczywistości nie zdobył sześciu mistrzostw sam. Podczas gdy on prawie nie grał w erze superteamów, którą NBA przeżywa w dzisiejszych czasach, jego składy były jednymi z najlepszych, jakie NBA kiedykolwiek widziała bez uwzględnienia jego obecności. Przykład: w sezonie 1993-94 Bulls osiągnęli wynik 55-27, podczas gdy on grał w lidze baseballowej w Birmingham.

Ale który z tych kolegów z drużyny naprawdę się wyróżniał? Podczas gdy wybór najlepszego gracza w jakimkolwiek rankingu kolegów Jordana byłby smutno antyklimatyczny, zanurzmy się w 23 najlepszych graczach, z którymi nr 23 kiedykolwiek grał, aby określić jak wiele wspaniałości Jordan dzielił z nimi boisko podczas swojej legendarnej kariery.

23-22. Artis Gilmore i Robert Parish

Czy któryś z nich był z Jordanem tak dobry jak w szczytowym momencie swojej kariery? Absolutnie nie. Zarówno Gilmore jak i Parish spędzili swoje ostatnie sezony w NBA w Chicago (choć Gilmore spędził tam większość swojej kariery w poprzednim sezonie), a ich liczby odzwierciedlają ich wiek. Ale posiadanie Hall of Famers ma swoją wartość, nawet jeśli nie dzieje się to na boisku. Ich życiorysy są wystarczające, by umieścić ich na tej liście.

Sam Vincent

Mimo, że największym wkładem Vincenta w Bulls mogła być jego rola jako nieumyślnego katalizatora krótkiej zmiany Jordana na point guarda, był on stałym starterem w Chicago na początku kariery Jordana. W sezonie 1987-88 notował średnio 13 punktów i ponad osiem asyst na mecz.

Brak ogłoszenia

Quinton Dailey

Dailey jest w dużej mierze zapomniany jako ofiara wznoszenia się Jordana, ale przed przybyciem nr 23 do Chicago był jednym z jedynych wartych uwagi Bulls. Przez cztery sezony w Chicago notował średnio 16,4 punktu na mecz, z czego dwa dzielił z Jordanem. W 1983 roku zdobył wyróżnienie All-Rookie, ale z Jordanem w składzie, Chicago nie potrzebowało strzelca wyborowego i Dailey spędził resztę swojej kariery w SuperSonics i Clippers.

George Gervin

Gervin należy do podobnej kategorii co Parish i Gilmore, ale udało mu się wnieść swój wkład na boisku dla Bulls. W swoim jedynym sezonie w Bulls notował średnio 16.2 punktów na mecz, ale Jordan był kontuzjowany przez większą część kampanii 1985-86. Kiedy obaj grali razem, jego statystyki znacznie spadły. Peak Gervin mógłby być górą na całej tej liście, ale wersja, którą dostał Jordan była tylko przeciętna.

Stacey King

Choć pogardzany przez Jordana za jego niespójne przygotowanie kondycyjne, King był wartościowym silnym skrzydłowym podczas trzech pierwszych mistrzostw Chicago. Nie było w jego grze nic spektakularnego, a decyzja Chicago o wybraniu go z numerem 6 zamiast takich gwiazd jak Shawn Kemp i Tim Hardaway w drafcie NBA w 1989 roku mogła kosztować Byki dodatkowe mistrzostwo lub dwa, ale zapewniał przyzwoite punkty, zbiórki i obronę przez część z pięciu sezonów.

Brak ogłoszenia

Craig Hodges

Hodges starł się z Jordanem o jego przekonania polityczne, ale był także jednym z najlepszych strzelców 3-punktowych NBA w późnych latach 80-tych i wczesnych 90-tych. Jako Byk próbował tylko 2,3 rzutu za 3 punkty na mecz, ale w tamtych czasach to więcej niż kwalifikowało go jako strzelca wyborowego, a do tego trafiał 42,5% rzutów, co dawało znaczącą przestrzeń dla Jordana.

John Paxson

Liczby Paxsona w Chicago były dość słabe, ale jego umiejętności gry w ataku były niezaprzeczalne. Wśród wielu jego wielkich rzutów dla Bulls, Paxson trafił decydujący o mistrzostwie rzut w Game 6 Finałów 1993 roku. Oczywiście, Bulls zapłacą za sukces Paxsona jako gracza, znosząc prawie dwie dekady jego kiepskiego zarządzania jako głównego decydenta w koszykówce.

Luc Longley

Od dużych ludzi w drużynach Jordana oczekiwano głównie wykonywania brudnej roboty i schodzenia z drogi, a Longley robił to z powodzeniem. Zapewnił solidną, choć niespektakularną obronę i zbiórki, a także dodał trochę przestrzeni swoim solidnym rzutem z mid-range. Jego pojawienie się w 1994 i 1995 roku utorowało także drogę do pozyskania Dennisa Rodmana przez Chicago, gdyż w zamian za niego sprzedano Willa Perdue. To również nie zaszkodziło jego przypadku.

Brak ogłoszenia

Bison Dele

Może spędził tylko kilka miesięcy w drużynie Jordana, ale Bison Dele był ważnym dodatkiem do mistrzowskiej drużyny Chicago z 1997 roku. Rok wcześniej w Clippers notował średnio prawie 16 punktów na mecz, ale większość sezonu 1996-97 przesiedział z powodu sporu o kontrakt. Ostatecznie podpisał kontrakt z Bulls i grał na tyle dobrze, że tego samego lata otrzymał od Pistons kontrakt wart 40 milionów dolarów. Jego zaskakujące odejście na emeryturę w wieku 30 lat i jeszcze bardziej tajemnicza śmierć zaledwie dwa lata później wybiły go z powszechnej świadomości, ale Dele był jednym z lepszych ofensywnych napastników swojego pokolenia.

B.J. Armstrong

Najlepsza koszykówka Armstronga mogła nastąpić, gdy Jordan grał w baseball, ale był kluczowy jako drugorzędny ball-handler podczas trzech pierwszych mistrzostw Chicago, a gdy Jordan odszedł na emeryturę, był jednym z lepszych strzelców za 3 punkty w NBA. Gdyby Bulls zachowali go do drugiego three-peat, prawdopodobnie byłby pamiętany o wiele bardziej miło.

Ron Harper

Najlepsze dni Harpera jako strzelca były już za nim, gdy dotarł do Chicago w 1994 roku, ale ewoluował w okrutnego obrońcę. Chociaż nominalnie był obrońcą Chicago, mógł bronić praktycznie każdego obwodowego przeciwnika, dając drużynie Chicago, w której było wielu zmiennych obrońców, niezrównaną wszechstronność. Dzięki swoim imponującym rozmiarom i chęci do oddawania rzutów zza łuku ustanowił szablon gry na pozycji point guarda w ataku trójkątów.

Brak ogłoszenia

Bill Cartwright

Kolejny gracz, za którym Jordan nie przepadał, Cartwright był idealnym centrem dla kultury Chicago. Na początku swojej kariery był czołowym strzelcem, potem wyrósł na solidnego, wszechstronnego gracza, który świetnie bronił i świetnie podawał w trójkącie. Jego zbiórki były problematyczne jak na tamte czasy, ale jego silna obecność w szatni (1988-94) była nieoceniona dla Bulls.

Steve Kerr

Ocenianie Kerra sprawiedliwie jest prawie niemożliwe. Jego statystyki strzeleckie były zupełnie niedorzeczne, bo jako Byk trafiał prawie 48% swoich prób za 3 punkty. Ale jego wartość wynikała niemal w całości z tej skuteczności, która została wzmocniona przez decyzję NBA o skróceniu linii 3-punktowej od sezonu 1994-95 do kampanii 1996-97. Kerr wskoczyłby jeszcze wyżej na tej liście, gdyby ta zmiana była na stałe. Bez tego? Znalazłby się za Cartwrightem i Harperem, a być może także za Armstrongiem.

Orlando Woolridge

W dużej mierze o tym zapomniano, ale Bulls mieli młodą gwiazdę, kiedy wylądowali u Jordana. Woolridge, nr 6 w drafcie NBA w 1981 roku, zdobywał średnio 19,3 punktu na mecz w sezonie poprzedzającym przyjście Jordana. Został po prostu wyparty przez znacznie lepszy młody talent. Spędził z Jordanem tylko dwa lata, ale 22.9 punktów, które zdobywał na mecz w sezonie 1984-85 było ostatecznie największą liczbą zdobytą przez kolegę z drużyny Jordana, wliczając w to Scottiego Pippena.

Brak ogłoszenia

Larry Hughes

Hughes poświęcił sporo ofensywnie, by pracować u boku Jordana w Waszyngtonie. Jego zdobycze punktowe spadły o ponad cztery punkty na mecz po dołączeniu do Wizards w 2002 roku i wzrosły o sześć po odejściu Jordana na emeryturę, ale Hughes był jack-of-all-trades, który Jordan miał kiedyś w Pippenie (choć na dużo niższym poziomie). Hughes dawał Wizards 12.5 punktu, 4.0 zbiórki i 3.7 asysty, grając przy tym świetnie w obronie – co było koniecznością, biorąc pod uwagę fizyczną degradację Jordana w Waszyngtonie.

Jerry Stackhouse

Jordan prowadził swoją drużynę w punktacji w 15 ze swoich 16 sezonów w NBA. Stackhouse jest jedynym kolegą z drużyny, który kiedykolwiek go pokonał (2002-03), a dokonał tego nawet po znacznym spadku ze swojego szczytowego poziomu 29.8 punktów na mecz. Dopasowanie było wątpliwe, ale Stackhouse był w czołówce najlepszych strzelców NBA, gdy grał z Jordanem. Gdyby był lepszym obrońcą, być może wylądowałby w pierwszej piątce tej listy.

Horace Grant

Grant był wszystkim, o co drużyna mogła prosić w silnym skrzydłowym w latach 90-tych. Odbijał i bronił na wysokim poziomie, zapewniał fizyczność, która była tak bardzo potrzebna drużynie, która konsekwentnie stawała przeciwko „Bad Boy” Pistons i był jednym z najlepszych strzelców z mid-range w NBA, szczególnie dla gracza jego wzrostu. Był w zasadzie big-man’owym odpowiednikiem Hughes’a w tym, że robił po trochu wszystko, ale brakowało mu naprawdę elitarnej umiejętności (choć jego zbiórki były blisko).

Brak ogłoszenia

Charles Oakley

Oakley nie był tak utalentowany jak Grant, ale jego fizyczna obecność wynagrodziła mu to z nawiązką. Oakley był jednym z najlepszych zbierających w NBA przez całą swoją karierę i dodawał solidne punkty i obronę, ale jego nieoficjalna pozycja egzekutora Jordana była jego największym wkładem w Bulls. Każdy, kto faulował Jordana mógł spodziewać się odwetu ze strony Oakleya i nie jest przypadkiem, że Pistons fizycznie znęcali się nad nim w playoffach 1989 i 1990 roku po tym, jak został sprzedany do Knicks. Do dziś pozostaje bliskim przyjacielem Jordana, a dopiero późniejszy zakup Dennisa Rodmana sprawił, że Bulls znaleźli kolejnego obrońcę dla swojego MVP.

Toni Kukoc

Kukoc był pionierem. Podczas gdy Pippen został okrzyknięty point forwardem Chicago, Kukoc był prawdziwym point guardem w ciele napastnika. Był, w zasadzie, idealnym graczem trójkątnej ofensywy, ponieważ strzelał, podawał i ścinał na elitarnym poziomie. Po odejściu Jordana na emeryturę zanotował imponującą linijkę 19-7-5 i gdyby grał z nowoczesnym spacingiem i kreatywnością, mógłby zostać All-Starem. Jako gracz wspierający Jordana w latach 1993-1998, był koszmarem, ponieważ potrafił ustawiać mniejszych obrońców na skrzydłach i odsuwać przeciwników od kosza. Był zdecydowanie najbardziej niedocenianym Bykiem mistrzowskich lat, do czego przyczynił się Jordan. Zarówno on, jak i Pippen nie lubili Kukoca tylko dlatego, że GM Bulls Jerry Krause był nim tak zachwycony. Gdyby na początku byli bardziej gościnni, dziedzictwo Kukoca byłoby zupełnie inne.

Rip Hamilton

Jordan wykonał wiele wątpliwych ruchów, kiedy prowadził Wizards, ale handlowanie Richardem „Ripem” Hamiltonem mogło być jego najgorszym. Hamilton zdobywał średnio 20 punktów u boku Jordana w sezonie 2001-02, ale w następnym offseason został sprzedany za Stackhouse’a, który rzekomo był w swoim najlepszym okresie. Hamilton wyrósł na trzykrotnego All-Stara, elitarnego two-way guarda i mistrza NBA z Pistons. Dopasowanie może nie było idealne, ale Hamilton był tak dobry, że starzejący się Jordan powinien być bardziej przychylny. Jego strata była zyskiem Detroit.

Brak ogłoszenia dostępny

Dennis Rodman

Rodman nie był całkiem u szczytu swojej formy, gdy trafił do Chicago. Regularnie grał leniwą obronę w imię maksymalizacji swoich liczb zbiórek i był notorycznie niewiarygodny w szatni. Ale nawet w wieku 30 lat zdobył nagrodę dla pierwszej drużyny All-Defense dla Bulls w sezonie 1995-96, jednocześnie trzykrotnie przewodząc lidze w zbiórkach i dając Chicago przewagę, której brakowało im w trzech pierwszych seriach po tytuł. Poza naprawdę wypranymi graczami z początku tej listy, Jordan w swojej karierze grał tylko z dwoma graczami z Hall of Famers. Rodman jest jednym z nich i warto wybrać go jako drugiego najlepszego gracza, z którym Jordan kiedykolwiek grał.

Scottie Pippen

Spodziewaliście się kogoś innego? Pippen jest prawdopodobnie największym obwodowym obrońcą w historii NBA. Był prawdopodobnie najlepiej podającym skrzydłowym w NBA podczas swojej kariery, a raz poprowadził Bulls w punktach, zbiórkach, asystach, kradzieżach i blokach w tym samym sezonie. Tak wielki jak Jordan był, nie zbliżył się do sześciu mistrzostw bez Pippena u boku. Gdyby grał gdziekolwiek indziej, mógłby zostać zapamiętany jako jeden z 10 lub 15 największych graczy NBA wszech czasów.

Dodaj komentarz